Kontynuując historię strasznego zębiastego rekina... Przypomnę tylko, że wypłynął w świat w poszukiwaniu dobrej duszyczki, która pomoże mu w walce z bolącymi zębami. Szczoteczki nie udało mu się odebrać pierwowzorowi... A teraz płynął przez świat w poszukiwaniu nowych pomysłów...
Spotkał gościa, który wyglądał tak jak on... ale miał jakby trochę mniej zębów...
-Hej, ty... Czy ciebie też bolą zęby?
-Nie. Dlaczego by mnie miały boleć?
-Bo też jesteś rekinem...
-Ale ja jestem mniejszy i mam mniej zębów.
I mały rekinek próbował odpłynąć... Ale duży rekin próbował go zatrzymać, gryząc go w ogon.
-Ej... Czemu mnie gryziesz w ogon?
-Nie chcesz mi pomóc z bolącymi zębami...
-Ale co ja mogę poradzić na twoje bolące zęby?
-Chyba już mi pomogłeś... Po tym jak ugryzłem cię w ogon ból zębów zniknął...
Jaki z tego morał? Na ból zębów najlepsza jest płetwa z rekina :P
I to by był koniec absurdalnej historii o rekinach. Duży rekinek wypchany jest trzeszczącą folią do pieczenia, a mniejszy poliestrowym wypełnieniem poduszki. Mam nadzieję, że oba znajdą swoje miejsce na paluszkowej kołderce. A jako, że tej stalowej niteczki mam jeszcze trochę (ponad połowę kłębka jak nic...) to pewnie powstanie z niej jak nie rekin to podobne jakieś zwierzątko.